Subiektywny przewodnik po Nowej Zelandii – wyspa północna

29 czerwca 2018

Jak wiecie, na przełomie maja i czerwca tego roku spędziliśmy z M. pięć tygodni w Nowej Zelandii (jak się tam znaleźliśmy, przeczytacie tutaj). A że pięć tygodni, szczególnie takich przeżytych aktywnie, to szmat czasu, postanowiłam opublikować na blogu Subiektywny przewodnik po Nowej Zelandii (dzięki, Mamo, za tytuł!). Dzisiaj część pierwsza, czyli wyspa północna.

Kilkukrotnie podczas naszej podróży przez Nową Zelandię spotkaliśmy się z opinią, że wyspa północna jest mniej interesująca i mniej spektakularna od południowej. Z tego powodu niektórzy koncentrują się podczas zwiedzania na wyspie południowej, a na północnej zaliczają tylko kilka najważniejszych atrakcji.

My podzieliliśmy naszą wycieczkę niemal po równo pomiędzy obie wyspy i spędziliśmy na wyspie północnej ponad dwa tygodnie. Choć nie znajdziecie tu na każdym kroku wysokich ośnieżonych szczytów, jest ogrom innych, charakterystycznych dla tego miejsca atrakcji – choćby najlepszy w Nowej Zelandii wodospad, wielokilometrowa plaża, którą możecie pokonać samochodem i drzewa kauri, które rosną wyłącznie tutaj. Nie mówiąc już o Hobbitonie!

To właśnie z wyspą północną wiąże się nasze najlepsze nowozelandzkie wspomnienie. Jakie? Dowiecie się niżej :)

13 miejsc na północnej wyspie Nowej Zelandii, które zrobiły na mnie największe wrażenie (numeracja z północy na południe, czyli pod względem fajności danego miejsca przypadkowa):

1. CAPE REINGA + TE PAKI SAND DUNES

Cape Reinga znajduje się praktycznie na samej północy wyspy północnej. To tam Morze Tasmana łączy się z Oceanem Spokojnym. W Cape Reinga znajdziecie niewielką latarnię morską oraz piękne widoki na pobliskie plaże. Jest to jedna z najbardziej popularnych atrakcji na wyspie północnej, co szczególnie w sezonie może trochę dawać się we znaki.

Niedaleko Cape Reinga zobaczycie duże piaszczyste wydmy, Te Paki Sand Dunes. Na miejscu za 10-15 NZD można wynająć deskę do bodyboardingu i zjeżdżać na niej z wydm – brzmi super, choć w naszym wypadku było to doświadczenie trochę rozczarowujące. Być może z powodu niedawnego deszczu osiągaliśmy na desce raczej niewielkie prędkości, a każdy zjazd okupiony był długim wchodzeniem pod górę. Tak czy inaczej cieszę się, że spróbowaliśmy. Same wydmy są imponujące i warto się trochę po nich powspinać, z deską lub bez.

Cape Reinga

Cape Reinga

Cape Reinga

Cape Reinga

Te Paki Sand Dunes

2. NINETY MILE BEACH

Ninety Mile Beach to długa na prawie dziewięćdziesiąt kilometrów plaża na zachodnim wybrzeżu najbardziej północnej części Nowej Zelandii, znana głównie z tego, że można po niej przejechać samochodem. Najlepiej oczywiście zrobić to autem z napędem na cztery koła, ale jeśli przypadkowo takiego nie macie, to jeszcze nic straconego. Dzięki aplikacji Campermate, o której pisałam Wam ostatnio, znajdziecie wjazd i wyjazd z piętnastokilometrowego odcinka plaży, który jest odpowiedni dla każdego rodzaju samochodu (choć oczywiście wjeżdżacie na własną odpowiedzialność).

Jeżdżenie po plaży, w Polsce zupełnie nieznane, jest dość popularne w niektórych rejonach świata (np. w Stanach Zjednoczonych czy w Danii). My spróbowaliśmy po raz pierwszy właśnie na Ninety Mile Beach i myślę, że było to jedno z ciekawszych doświadczeń naszej wycieczki.

Pamiętajcie tylko, żeby przed wjechaniem na plażę koniecznie sprawdzić godziny pływów morskich (na przykład tutaj) i zjawić się tam jak najbliżej godziny odpływu. My byliśmy tam trzy godziny po przypływie i pokonaliśmy wyznaczony odcinek bez żadnych problemów.

Ninety Mile Beach

Ninety Mile Beach

Nieopodal plaży

3. WAIPOUA FOREST

Północna część północnej wyspy to jedyne miejsce na świecie, gdzie możecie zobaczyć drzewa kauri – nowozelandzką odmianę agatisu, inaczej soplicy. To wysokie, długowieczne drzewa o grubym pniu. Najlepiej w tym celu odwiedzić las Waipoua, gdzie znajdują się między innymi dwa największe żyjące drzewa kauri.

Soplice kauri stały się niestety w ostatnich dziesięcioleciach poważnie zagrożone wyginięciem. Wszystko za sprawą patogenu, który atakuje korzenie, doprowadzając do śmierci głodowej drzewa. Aby zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby w lesie Waipoua, przed wejściem i wyjściem z lasu trzeba oczyścić i zdezynfekować buty przy specjalnym stanowisku. Dodatkowo ścieżki w lesie poprowadzone są na drewnianych mostkach, aby uniknąć kontaktu turystów z delikatnymi korzeniami drzew.

Waipoua Forest

Waipoua Forest

4. CATHEDRAL COVE

Cathedral Cove to rezerwat morski na półwyspie Coromandel, najbardziej znany ze skalnego łuku oraz widowiskowej skały Te Hoho. (Możecie kojarzyć to miejsce z filmu Opowieści z Narnii. Książe Kaspian, bo to właśnie tutaj przenosi się na początku filmu rodzeństwo Pevensie.)

Do Cathedral Cove można dotrzeć jedynie drogą morską lub pieszo. My wybraliśmy 45-minutowy spacer z niewielkiego parkingu przy Grange Road. W sezonie (od października do kwietnia) ten parking jest niestety zamknięty, trzeba zostawić samochód na parkingu w miejscowości Hahei, a stamtąd do górnego parkingu zawiezie nas autobus.

Droga do Cathedral Cove

Cathedral Cove

Te Hoho Rock, Cathedral Cove

5. KARANGAHAKE GORGE

Karangahake odkryliśmy, jadąc z Auckland do Taurangi i szukając w aplikacji Campermate atrakcji leżących po drodze. Na miejscu znajdziecie wiele ścieżek pieszych, takich zajmujących od 30 minut do dwóch i pół godziny, prowadzących m.in. przez stary tunel kolejowy i pozostałości po kopalni złota. My wybraliśmy godzinną trasę Windows Walk Loop, która poprowadziła nas przez mosty wiszące, las deszczowy wzdłuż dawnej trasy kopalnianej kolejki oraz tunele kopalni.

Po opuszczeniu Karangahake warto jeszcze podjechać do Martha Mine w pobliskiej miejscowości Waihi, aby zobaczyć nieczynną odkrywkową kopalnię złota (można wykupić wycieczkę, ale nie jest to konieczne, można podejść do kopalni całkiem blisko bez kupowania biletu).

Karangahake

Karangahake

Karangahake

Martha Mine

6. HOBBITON

Hobbiton Movie Set to atrakcja, której absolutnie nie mogliśmy przegapić. Wioskę hobbitów zbudowano tutaj po raz pierwszy podczas tworzenia Władcy Pierścieni, jednak później została ona rozebrana. Odbudowano ją na potrzeby Hobbita i tym razem pozostawiono dla zwiedzających.

Hobbiton znajduje się na farmie, gdzie wciąż hoduje się owce i bydło. Autobus wiezie nas przez zielone wzgórza, a na ekranie widzimy wywiady z reżyserem i właścicielem farmy, a także kręcone w Hobbitonie sceny. Na miejscu czeka nas przechadzka między hobbickimi norami. Każdej grupie towarzyszy przewodnik, który opowiada między innymi o kulisach powstałych w Hobbitonie scen – co z jednej strony jest bardzo interesujące, a z drugiej niestety odbiera filmowi trochę magii. Wycieczka kończy się w gospodzie Pod Zielonym Smokiem, którą także możecie zobaczyć w filmach. W ramach biletu każdy uczestnik dostaje kufel piwa – jasnego lub ciemnego ale, bezalkoholowego piwa imbirowego lub cydru.

Podstawowy bilet wstępu kosztuje dość sporo, bo 84 NZD od osoby, ale uważam, że to miejsce zdecydowanie warte odwiedzenia, szczególnie jeśli lubicie Władcę Pierścieni i widzieliście filmy co najmniej po kilka razy. My zdecydowaliśmy się na droższą opcję z hobbickim lunchem za 120 NZD od osoby, ale myślę, że posiłek akurat można sobie odpuścić. Choć całkiem smaczny, był chyba najmniej klimatyczną częścią całego doświadczenia. Bilety najlepiej zarezerwować z wyprzedzeniem na www.hobbitontours.com.

Hobbiton Movie Set

Hobbiton Movie Set

Hobbiton Movie Set

Hobbiton Movie Set

7. TE PUNA QUARRY PARK

Te Puna Quarry Park, kolejna po Karangahake perełka z kategorii mniej znanych, którą odkryliśmy dzięki Campermate, to park urządzony w nieczynnym kamieniołomie, pełen ciekawych szlaków pieszych, egzotycznych roślin i rzeźb, z ogrodem dla motyli i miejscami na piknik na dokładkę.

Niestety my spieszyliśmy się tego dnia do Cathedral Cove i mogliśmy spędzić w parku tylko godzinę. Wybraliśmy spacer szlakiem prowadzącym do wodospadu, który okazał się ciekawym i odświeżającym doświadczeniem – najpierw las pełen palm i paproci, a potem trzykrotne pokonywanie wartkiego strumienia. (Nagrywałam M. skaczącego po śliskich kamieniach, licząc na zdobycie materiału, którym podbiję youtube’a, ale udało mu się przejść suchą stopą.)

Jeśli będziecie w tych okolicach z chwilą czasu do zagospodarowania, to bardzo polecam! Wejście do parku jest darmowe, ale jeśli macie możliwość, wrzućcie do puszki kilka dolarów dla wolontariuszy, którzy stworzyli to miejsce i nadal się nim opiekują.

Te Puna Quarry Park

Te Puna Quarry Park

Te Puna Quarry Park

8. WHAKAREWAREWA FOREST

Las Whakarewarewa w okolicach Rotoruy jest znany z sekwoi. Choć te naturalnie rosną tylko w Kalifornii i Oregonie, zostały w Nowej Zelandii naturalizowane ponad sto lat temu i radzą tam sobie bardzo dobrze. W lesie znajdziecie kilka krótszych i dłuższych tras pieszych, a także rowerowych i konnych. Można też za 25 NZD kupić bilet na Redwood Treewalk, czyli półkilometrowy spacer 12 metrów nad ziemią, po rozwieszonych między sekwojami mostkach.

Whakarewarewa Forest

9. ROTORUA (WAI-O-TAPU + GORĄCE ŹRÓDŁA)

Rotorua to prawdziwa geotermalna stolica Nowej Zelandii. Przejeżdżając samochodem przez miasto, na pewno zobaczycie wydobywającą się spod ziemi parę. W okolicy znajdują się gorące źródła, gejzery i bulgoczące błota.

Jeśli macie ochotę bliżej przyjrzeć się tym zjawiskom (i nie macie nic przeciwko wydaniu 32,5 NZD za osobę), wybierzcie się do parku termalnego Wai-O-Tapu, gdzie możecie pospacerować wśród zabarwionych przez różne pierwiastki gorących jezior. W cenie biletu jest także (niestety nie całkiem naturalny) wybuch gejzeru Lady Knox, który ma miejsce codziennie o 10:15. Zaraz obok znajdziecie z kolei bulgoczący basen błotny (tzw. mud pool), do którego dostęp jest bezpłatny.

Z Rotoruą i jej geotermalnymi właściwościami związane jest też przeżycie, które w naszym prywatnym rankingu nowozelandzkich doświadczeń zajmuje niekwestionowane pierwsze miejsce. Dzięki Campermate znaleźliśmy zaraz obok parkingu przy gejzerze Lady Knox przejście do dzikiego gorącego źródełka z wodospadem (opisanego w aplikacji jako Waterfall Spout Bath). Pogoda była już dość jesienna, więc wahaliśmy się trochę przed zrzuceniem ubrań, ale na szczęście postanowiliśmy zaryzykować.

Poza nami ze źródła korzystały tylko dwie osoby, młode małżeństwo z Izraela, które podróżowało po Nowej Zelandii już od pięciu miesięcy. Spędziliśmy w wodzie kilka godzin, rozmawiając. To właśnie ta rozmowa w głównej mierze wpłynęła na naszą decyzję przedłużenia pobytu w Nowej Zelandii i zwiedzenia też południowej wyspy. A całe doświadczenie, które oceniamy bardzo pozytywnie, pokazuje, że najlepsze rzeczy w podróży to te, których doświadczycie za darmo.

Wai-O-Tapu

Wai-O-Tapu

Wai-O-Tapu

10. HUKA FALLS + JEZIORO TAUPO

W Nowej Zelandii wodospady znajdziecie niemal na każdym kroku. Wysiadałam z samochodu, podziwiałam i robiłam zdjęcia przy pierwszym, drugim, trzecim, czwartym… a potem trochę zobojętniałam. Cieszę się jednak, że nie zrezygnowaliśmy z tego powodu z obejrzenia wodospadu Huka.

Jeśli mielibyście zobaczyć w Nowej Zelandii tylko jeden wodospad, niech to będzie właśnie ten. Zdjęcia nie do końca to oddają, ale masy zmierzającej w stronę wodospadu wody, kotłującej się z ogromną prędkością, naprawdę robią wrażenie.

A jeśli już jesteście w pobliżu, rzućcie okiem na jezioro Taupo, czyli największe jezioro Nowej Zelandii, położone w kalderze drzemiącego superwulkanu.

Huka Falls

Huka Falls

11. MT. TARANAKI

Góra Taranaki, inaczej Egmont, to czynny stratowulkan na zachodnim wybrzeżu wyspy. Góruje nad okolicą, przypominając japońską górę Fudżi – w istocie podobieństwo jest tak duże, że Taranaki “zagrała” górę Fudżi w filmie Ostatni Samuraj. Niestety, nie dane nam było zobaczyć Taranaki w pełnej krasie. Choć przyjeżdżaliśmy dwukrotnie, góra przez większość czasu była całkowicie ukryta w chmurach.

Mt. Taranaki

Mt. Taranaki

12. PARK TONGARIRO

Kojarzycie tekst Boromira, że “nie można tak po prostu wejść do Mordoru”? No więc jednak się da, bo Mordor znajduje się właśnie w Parku Narodowym Tongariro. Niestety tutaj pogoda zawiodła nas po raz kolejny i Mt. Ngauruhoe, czyli filmowa Góra Przeznaczenia, pozostawała totalnie ukryta przed naszymi oczami. Pojeździliśmy jednak po parku samochodem, znajdując miejsca takie jak “wodospad, w którym Gollum złapał rybę” i temu podobne.

Jeśli lubicie chodzenie po górach, możecie pokusić się o pokonanie Tongariro Alpine Crossing, wymagającej, całodziennej, prawie dwudziestokilometrowej trasy. To jedna z najsłynniejszych tras pieszych w Nowej Zelandii, znana ze spektakularnych wulkanicznych krajobrazów, dolin lodowcowych i szmaragdowych jezior. My zrezygnowaliśmy z początkowego planu jej pokonania, mając na uwadze coraz bardziej zimowe warunki i niestety zerową widoczność w wyższych partiach gór.

Warta uwagi jest także droga wzdłuż wschodniej granicy parku, zwana Desert Road, prowadząca przez pustynny, iście postapokaliptyczny krajobraz. Przy dobrej pogodzie zobaczycie z drogi górskie szczyty w parku Tongariro (czyli między innymi Górę Przeznaczenia).

Park Tongariro

Park Tongariro – widoczność wyżej w górach

Desert Road

Desert Road

13. WHITECLIFF BOULDERS

Kolejne z mniej znanych miejsc, które odkryliśmy dzięki Campermate. Whitecliff Boulders to powstałe naturalnie duże sferyczne głazy, znajdujące się na prywatnej posesji w środku lasu.

Choć z mapy wynika, że głazy znajdują się dość blisko głównej drogi, na dotarcie do nich trzeba zarezerwować sporo czasu. Najpierw czeka nas długa przejażdżka mniejszą, nieutwardzoną drogą, momentami krętą i stromą, a po zostawieniu samochodu na parkingu trzeba jeszcze liczyć około pół godziny na dojście do lasu. Sam spacer jest jednak przyjemny, prowadzi przez pastwisko dla krów, wzgórze na którym pasą się owce i malowniczą dolinę rzeki, otoczoną białymi klifami.

Miejsce działa na zasadzie samoobsługi, sami otwieramy sobie bramę na parking, zamykamy ją za sobą itd. Sugerowana opłata to 5 NZD od osoby.

Droga do Whitecliff Boulders

Droga do Whitecliff Boulders

Whitecliff Boulders

Whitecliff Boulders

Niestety nie wystarczyło nam czasu, żeby zwiedzić okolice Wellington i południe wyspy, głównie dlatego, że wypożyczaliśmy i oddawaliśmy samochód w Auckland. Z perspektywy czasu widzę, że lepszą opcją byłoby wynajęcie samochodu w Auckland, a zwrócenie go w Wellington (więcej na ten temat znajdziecie we wpisie z praktycznymi wskazówkami).

Patent z jazdą z północy na południe wykorzystaliśmy za to przy zwiedzaniu wyspy południowej. Wpis z najciekawszymi miejscami na tej wyspie jest już w przygotowaniu i niebawem pojawi się na blogu, więc mam nadzieję, że niedługo zobaczymy się ponownie.

Jestem ciekawa, czy moje zdjęcia i opisy zachęciły Was choć trochę do podróży w te dalekie rejony. A może byliście już w Nowej Zelandii i chcielibyście dodać coś do listy?