Jak dbać o włosy, czyli czego nauczyła mnie książka Anwen

24 sierpnia 2015

Z włosomaniactwem zetknęłam się po raz pierwszy dwa lata temu – jedna z moich koleżanek zaangażowała się w ten temat i postanowiła mnie nawrócić (to chyba taki naturalny etap w przypadku każdej fascynacji). Kiedy jednak opisała mi swoje rytuały, które obejmowały regularne nakładanie odżywek, masek, olejów, silikonów, wcierek i płukanek (a część z tego jeszcze trzeba było długo trzymać na głowie), stwierdziłam, że to nie dla mnie. Odpisałam jej, że ja myję włosy w minutę i minutę potem próbuję je rozczesać i mi to wystarcza. Zadowolona z siebie żyłam sobie dalej.

Drugie, bardziej owocne spotkanie miało miejsce, kiedy Fabjulus, jedna z moich ulubionych blogerek, opisała swoją włosową przemianę na blogu Blond Hair Care. Widząc, jakie efekty może przynieść odpowiednia pielęgnacja, zaczęłam śledzić blog BHC, z niego trafiłam na blog Anwen, a stamtąd na książkę jej autorstwa.

Okazuje się, że w sieci funkcjonuje spora grupa dziewczyn, dla których włosomaniactwo jest prawdziwą pasją. Przy czym jest to niesamowicie rozległy temat, który można zgłębiać latami, z czego chyba większość osób nie zdaje sobie sprawy. Myślę, że wiele się nie pomylę, zakładając, że dla większości osób pielęgnacja włosów kończy się na stosowaniu drogeryjnego szamponu i (w najlepszym razie) odżywki, którą kupili z nim w zestawie. Możliwości są jednak o wiele większe, a efekty, które często można oglądać w postaci metamorfoz czytelniczek na podlinkowanych wyżej blogach, pokazują, że naprawdę warto poświęcić temu zagadnieniu trochę więcej czasu.

„Jak dbać o włosy. Poradnik dla początkującej włosomaniaczki” to zbiór porad i podstawowych informacji dla osób, które zaczynają. Przy czym zbiór ten liczy sobie ponad 200 stron i na pewno będę jeszcze do niego wracać, żeby jak najlepiej przyswoić sobie wszystkie informacje (to trochę jak czytanie podręcznika przed sprawdzianem z biologii, ale tym razem ze świadomością, że nabyte umiejętności znajdą swoje praktyczne zastosowanie).

Na początku książki z pomocą autorki określa się swój typ włosów (ich skręt, strukturę, porowatość i gęstość), żeby w dalszej części lepiej wiedzieć, które zabiegi i kosmetyki będą dla naszych włosów najlepsze. Różnym typom włosów służą różne rzeczy, nie należy jednak ograniczać się jedynie do praktyk i specyfików polecanych dla naszego rodzaju włosów, ponieważ (w skrócie) podział ten jest jednak uproszczony, a na nasze włosy działa cała masa czynników. To tak jak z kodeksem piratów.

CodeIsMoreLikeGuidelines

Anwen omawia przyczyny i remedia na najpopularniejsze problemy z włosami, jak na przykład wypadanie włosów, łupież, rozdwajające się końcówki, przetłuszczanie czy brak objętości. Co jednak najważniejsze, wyjaśnia dokładnie, w jaki sposób, jak często i za pomocą jakich substancji powinniśmy dbać o włosy i skórę głowy. No i z czego powinniśmy zrezygnować, żeby sobie nie szkodzić. Nie chodzi jednak o to, żeby zrezygnowawszy z prostownicy, lokówki, gorącego nawiewu suszarki, lakieru do włosów i farbowania mieć włosy zdrowe, ale brzydkie. Anwen nie ukrywa, że efekt wizualny jest bardzo ważny, po prostu pomaga go osiągnąć w mniej destrukcyjny sposób. W książce nie ma przykładów konkretnych kosmetyków, ale te znajdziecie bez problemu na blogu Anwen. Jest za to sporo przepisów na domowe płukanki, mgiełki, maski, wcierki i peelingi, a nawet na laminowanie żelatyną i domowy suchy szampon.

Dla mnie najbardziej przydatny okazał się rozdział na temat składu kosmetyków. Wiedziałam mniej więcej, czym są proteiny, emolienty i humektanty i jakie jest ich działanie, ale nie umiałam podać nawet po kilka przykładów z danej grupy. Wiedziałam, że alkohol wysusza włosy, ale nie miałam świadomości, że na przykład Cetyl Alcohol czy Stearyl Alcohol to alkohole tłuszczowe, ktore działają na włosy pozytywnie. Zaczęłam rozpoznawać w składzie silikony, poznałam różnicę między proteinami wielkocząsteczkowymi i hydrolizowanymi. Składy kosmetyków (i to nie tylko szamponów) przestały być dla mnie niezgłębioną tajemnicą. Myślę, że dzięki Anwen rozpoczął się u mnie nowy etap bardziej świadomego korzystania z kosmetyków, z czego bardzo się cieszę.

Chciałam w tym poście napisać jeszcze o swoich włosach i o tym, jak próbuję wprowadzać w życie przyswojone informacje (czyli jak wyewoluowała moja pielęgnacja z minuty mycia i minuty rozczesywania), ale i bez tego zrobiło się sporo tekstu, więc poświęcę temu niedługo osobny wpis. Do zobaczenia!

  • oregano

    mnie właśnie tamten wpis fabjulus zaprowadził na blondhaircare, i teraz się stamtąd uczę – blondhaircare ma włosy o podobnej porowatości do moich i łatwiej wszystko przenieść w działanie :) Ostatnio odłożyłam w sklepie z niesmakiem odżywkę na półkę, bo olej arganowy którym na etykiecie świeciła odżywka, był w składzie za „parfum”…

  • CeciliaLind

    A wydają się takie inne – blond i proste :) Ale mi też teraz otworzyły się oczy na wiele kosmetycznych oszustw…

  • oregano

    No właśnie :) Ale nawet pisała, że sprawdzała pod mikroskopem i wyszły wysokoporowate. PS śliczne paznokcie! (widzę tylko jeden, ale resztę już sobie wyobraziłam!)

  • CeciliaLind

    Mnie chyba też by się taki mikroskop przydał, bo nie jestem pewna… ;) Ale obstawiam średnioporowate. Paznokcie: dziękuję! Zaczęłam robić w domu hybrydy, fajna rzecz.