Nowa Zelandia praktycznie – pytania i odpowiedzi

12 czerwca 2018

Jak pisałam ostatnio, splot różnych wydarzeń zaprowadził mnie do Nowej Zelandii. Przez pięć tygodni (tak, nieuchronnie zbliża się koniec naszego pobytu tutaj, ale nie jest to jeszcze koniec naszej podróży) nie tylko dowiedziałam się sporo o samym kraju, ale także poznałam realia podróżowania po nim. W dzisiejszym wpisie odpowiedziałam na najczęściej pojawiające się pytania dotyczące wyjazdu do Nowej Zelandii, dodając garść praktycznych wskazówek. Mam nadzieję, że będzie dla Was inspirujący i przydatny.

Czy warto pojechać do Nowej Zelandii?

Tak, tak, i jeszcze raz tak! Pomimo nakładów czasu i pieniędzy, jakich wymaga taki wyjazd (o tym niżej), uważam, że jest tego absolutnie warty. Szczególnie, jeśli w podróżach cenicie sobie piękne widoki i obcowanie z naturą. Potężne wodospady, zielone wzgórza, stada owiec i krów, majestatyczne góry, wulkany, lodowce, gejzery, gorące źródła, jaskinie, piękne jeziora, plaże i lasy, towarzyskie papugi oraz lwy morskie i foki wylegujące się na brzegu – nie ma co się długo zastanawiać!

Tauranga

Na ile najlepiej pojechać do Nowej Zelandii?

Z perspektywy osoby, która planowała spędzić w Nowej Zelandii dwa tygodnie, a na miejscu przebukowała bilety powrotne i wydłużyła pobyt o kolejne trzy: myślę, że cztery tygodnie to minimum (dzieląc ten czas na loty, wyspę północną i wyspę południową). Zdążycie wtedy zobaczyć najważniejsze atrakcje każdej z wysp – choć i tak zdecydowanie nie wszystko, co byście chcieli.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób miesięczny urlop jest kwestią problematyczną, ale krótszy wyjazd trochę mija się z celem. Same loty zajmują sporo czasu (połączenia Polska – Nowa Zelandia to zazwyczaj od 24 do 36 godzin w jedną stronę). Przy takich odległościach mało kto zakłada szybki powrót do Nowej Zelandii, więc warto w trakcie tej jednej podróży zobaczyć jak najwięcej.

Na południe od Parku Narodowego Tongariro

Jak poruszać się po Nowej Zelandii?

Najlepszą opcją zwiedzania Nowej Zelandii wydaje się wypożyczenie samochodu (tak zrobiliśmy my), ewentualnie pójście na całość i wynajęcie kampera, w którym będziecie podróżować i spać. Na miejscu znajdziecie wiele pól kempingowych (tzw. holiday parks), w wielu miejscach jest też możliwość noclegu “na dziko”, o ile Wasz kamper wyposażony jest w toaletę. Pozostałe opcje to podróżowanie autobusem lub… autostopem, co też jest w Nowej Zelandii dość popularne.

W Nowej Zelandii obowiązuje ruch lewostronny, co nam Polakom może początkowo sprawiać trudności, ale nie jest przeszkodą nie do pokonania. Na szczęście drogi w Nowej Zelandii (poza legendarnymi korkami w Auckland) są raczej niezatłoczone, a dodatkowo w większości dobrze oznaczone.

Choć Nowa Zelandia wydaje się niewielkim krajem, przemieszczanie się po niej zajmuje sporo czasu. Odległości nie są aż tak małe, a warunki nie zawsze pozwalają na szybką jazdę – czy to ze względu na stan drogi, która może być kręta, stroma i nieutwardzona, czy to ze względu na warunki atmosferyczne, jak gęsta mgła czy gwałtowny deszcz.

Najbardziej optymalną opcją zwiedzania wydaje się jazda z północy na południe lub odwrotnie, a nie “dookoła” wysp, bo wtedy musimy pokonać ich długość dwukrotnie. Przykładowo: można wypożyczyć samochód w Auckland na północy wyspy północnej i zwrócić go w Dunedin na południu wyspy południowej (między wyspami kursuje prom). Można także wypożyczyć jeden samochód na wyspie północnej, a drugi na południowej. W Nowej Zelandii jest sporo lotnisk, a loty krajowe są relatywnie tanie – warto spojrzeć na ofertę linii Jetstar i Air New Zealand.

Uwaga! Aby prowadzić samochód w Nowej Zelandii, musicie jeszcze w Polsce wyrobić międzynarodowe prawo jazdy według Konwencji Genewskiej. To nic skomplikowanego (w praktyce jest to kwestia złożenia wniosku, wniesienia opłaty w wysokości 35,50 zł i kilku dni oczekiwania), ale bez tego nikt nawet nie wypożyczy Wam tutaj samochodu.

The Inland Scenic 72 Route

Gdzie spać w Nowej Zelandii?

Podczas naszej pięciotygodniowej podróży przez Nową Zelandię nocowaliśmy głównie w Bed&Breakfasts i motelach. Takich miejsc jest w Nowej Zelandii sporo i bez problemu znajdziecie je na booking.com. Zaletą Bed&Breakfasts jest bliższy kontakt z gospodarzami (Nowozelandczycy są bardzo przyjaznymi i niesamowicie pomocnymi ludźmi), którzy często dawali nam przydatne wskazówki dotyczące zwiedzania, natomiast mocną stroną moteli są aneksy kuchenne w pokojach, zazwyczaj wyposażone w lodówkę, czajnik, mikrofalówkę i toster. W motelach jest też często możliwość skorzystania za drobną opłatą z pralki i suszarki do ubrań.

Popularną opcją noclegową w Nowej Zelandii są także pola kempingowe. Poza miejscami dla kamperów znajdziecie tam oczywiście domki kempingowe.

Widok na Nelson

W jakim miesiącu najlepiej pojechać do Nowej Zelandii?

Najwięcej turystów przyjeżdża do Nowej Zelandii latem, które trwa tutaj mniej więcej od grudnia do lutego. Trochę mniej jest ich wiosną i jesienią, a najmniej zimą (od czerwca do sierpnia). Nasz pobyt w Nowej Zelandii przypadał na przełom maja i czerwca, czyli późną jesień.

Jaką mieliśmy pogodę? Na północy w maju było całkiem ciepło, w okolicach dwudziestu stopni w ciągu dnia. W czerwcu na górskich terenach wyspy południowej temperatura potrafiła oscylować w okolicach zera, spadł też śnieg. Z odpowiednim przygotowaniem nie sprawia to większego problemu, chociaż trzeba liczyć się z tym, że chłodniejszą porą roku niektóre atrakcje nas ominą (skakanie z klifów!).

Bardziej niż temperatura przeszkadzały nam w zwiedzaniu pojawiające się od czasu do czasu ulewne deszcze i mgły, podobno jednak pogoda w Nowej Zelandii jest nieprzewidywalna o każdej porze roku i trzeba być na nie gotowym także latem.

Niekwestionowanym plusem podróżowania poza sezonem jest niewielka ilość turystów. Mniej znane miejsca mieliśmy praktycznie tylko dla siebie, w bardziej znanych, jak Hobbiton, Cathedral Cove, Cape Reinga czy lodowiec Franz Josef, towarzyszyła nam nieduża grupa osób. Z opinii w internecie można wywnioskować, że zwiedzanie tych ostatnich w sezonie traci swój urok. Nie przejmowaliśmy się także rezerwowaniem samochodu, biletów wstępu czy noclegów z wyprzedzeniem, co podczas szczytu sezonu może okazać się konieczne.

Punakaiki

Czy w Nowej Zelandii jest drogo? Ile kosztuje wyjazd do Nowej Zelandii?

Panuje powszechna opinia, że Nowa Zelandia jest bardzo drogim krajem. Przyjechaliśmy tu z takim nastawieniem, na szczęście okazało się, że nie jest aż tak bardzo źle. Myślę, że ceny w Nowej Zelandii są podobne do tych w zachodniej Europie. Co więcej, zdarzało mi się już bywać w krajach zdecydowanie droższych, jak np. Szkocja czy kraje skandynawskie.

Podczas naszego wyjazdu kurs dolara nowozelandzkiego utrzymywał się w okolicach 2,5 złotego. Za noclegi płaciliśmy w przeliczeniu około 100-150 złotych za osobę za noc. Koszt wynajęcia średniej wielkości samochodu z podstawowym ubezpieczeniem to około 120 złotych za dobę, litr benzyny to koszt 5-6 złotych. Obiad w restauracji to około 50 złotych za osobę, a dostęp do wielu atrakcji jest całkowicie darmowy.

Jak widać, ceny nie są astronomicznie wysokie, jednak warto zdawać sobie sprawę, że łączne koszty tak długiego i dalekiego wyjazdu i tak mogą przyprawić o zawrót głowy. O ile nie trafimy na dużą promocję, bardzo drogie będą same bilety lotnicze do Nowej Zelandii (regularne ceny to około 4-5 tysięcy złotych za osobę). Jeśli rozważacie taką wyprawę, warto sobie przedtem oszacować koszty, żeby wiedzieć, na co się piszecie.

Aha, i nie zapomnijcie o uwzględnieniu w Waszym kosztorysie marginesu dla różnych niezaplanowanych wydatków. Dla przykładu, mam takich znajomych, którzy nie zauważyli strefy płatnego parkowania przy markecie w Auckland. Po dwóch tygodniach okazało się, że będzie ich to kosztować ponad trzysta złotych (koszt mandatu + koszty administracyjne doliczone przez firmę wynajmującą samochód). Tak że ten.

Lake Pearson

Czy w Nowej Zelandii są niebezpieczne zwierzęta?

Nie, w przeciwieństwie do pobliskiej Australii, w Nowej Zelandii nic nie próbuje Was zjeść (ewentualnie poza komarami i meszkami, które latem podobno potrafią dać się we znaki). Nie ma jadowitych węży i skorpionów, nie ma krokodyli ani dzikich psów. Są dwa rodzaje jadowitych pająków, ale spotkanie z nimi jest mało prawdopodobne, a ukąszenia nie są dla ludzi śmiertelne.

Spacer przy jeziorze Mangamahoe

Internet w Nowej Zelandii (i aplikacja do podróżowania!)

Położenie na końcu świata ma swoje minusy – internet w Nowej Zelandii nie zachwyca. We wszystkich miejscach noclegowych mieliśmy dostęp do bezpłatnego wi-fi, ale nierzadko (głównie poza większymi miastami) było ono limitowane. Bywało, że do dyspozycji mieliśmy jedynie 250 MB na urządzenie. Oczywiście takimi informacjami właściciele obiektów nie chwalą się w sieci, na booking.com znajdziecie tylko wzmiankę o bezpłatnym internecie.

Co więcej, kiedy podróżuje się po Nowej Zelandii, zasięgu sieci komórkowej częściej nie ma niż jest. Często sygnał znika zaraz po wyjechaniu z miejscowości. Stukilometrowy odcinek bez sieci (a także bez stacji benzynowej czy sklepu) to tutaj nic niezwykłego.

Po wylądowaniu kupiliśmy na lotnisku miejscową kartę SIM (wybraliśmy miesięczną kartę Spark z 1 GB internetu za 25 NZD, czyli około 60 złotych). Przydała nam się wielokrotnie, czy to do rezerwowania noclegów w trasie, czy to do dzwonienia na nowozelandzkie numery. Z naszego doświadczenia Nowozelandczycy relatywnie często oczekują kontaktu telefonicznego. Już pierwszego dnia musieliśmy zadzwonić do firmy wynajmującej nam samochód, żeby odebrano nas z lotniska, a następnie do właścicielki B&B, żeby przyszła i wpuściła nas do pokoju. Bez nowozelandzkiej karty takie rozmowy kosztowałyby nas 10 złotych za minutę.

Z tematów pokrewnych: jeśli planujecie wyjazd do Nowej Zelandii, koniecznie ściągnijcie na telefon aplikację Campermate. Są tam zaznaczone na mapce miejsca warte zobaczenia (a także pola kempingowe, publiczne toalety, bankomaty, stacje benzynowe itd.). Dzięki niej udało nam się zobaczyć naprawdę sporo ciekawych rzeczy, o których inaczej nie mielibyśmy pojęcia, jak urokliwe szlaki spacerowe, nieczynne kopalnie złota, “dzikie” gorące źródła z wpływającym do nich wodospadem czy ogromne jaskinie i tunele. Aplikacja pokazuje naszą lokalizację na mapce, umożliwia wytyczenie trasy do wybranego punktu, a także pozwala użytkownikom na dodawanie ocen i komentarzy na temat danych miejsc (a te są bardzo pomocne przy wyborze atrakcji).

Pamiętajcie tylko, żeby ściągnąć dane Campermate do użytku offline – tak samo jak mapy potrzebne do nawigacji (na przykład zapiszcie mapy Nowej Zelandii w aplikacji Google Maps). Niezależnie od tego, czy zamierzacie kupić nowozelandzką kartę SIM z pakietem internetowym, czy nie.

Park geotermalny Wai-O-Tapu

Jedzenie w Nowej Zelandii

Jedzenie w Nowej Zelandii jest naprawdę smaczne (co trochę wynagradza kiepski internet). Główne posiłki jadaliśmy w różnego rodzaju knajpkach i restauracjach. Znajdziecie w nich głównie świetne burgery (od których jednak przez większość czasu starałam się trzymać z daleka, starając się nie oddalać o lata świetlne od naszych aspiracji do wege stylu życia), ale także sporo ryb, sałatek, wszelkiego rodzaju kanapek i doskonałe pizze. W Nowej Zelandii jadłam chyba jedne z najlepszych pizz w swoim życiu: świetną margheritę, pizzę z ananasem curry, taką z wędzonym łososiem, kremowym serkiem i kaparami (pycha!) oraz taką z… cienko pokrojonym i przypieczonym ziemniakiem. Popularne są też pies, czyli placki z farszem mięsnym lub warzywnym.

Pozostałe posiłki robiliśmy sobie sami (oczywiście poza śniadaniami serwowanymi w B&B), na tyle na ile pozwalały nam warunki pokojowe. Zakupy spożywcze robiliśmy zazwyczaj w marketach Countdown, FreshChoice, ewentualnie New World, gdzie ceny wydały nam się najbardziej sprzyjające. W małych miejscowościach marketów nie znajdziemy, a ceny w małych lokalnych sklepikach są wprost astronomiczne (koszt butelki wody mineralnej wzrasta z 89 centów do 4 dolarów), więc warto planować zakupy z wyprzedzeniem.

Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć produkty, które najbardziej przypadły nam do gustu i które kupowaliśmy wielokrotnie: cienko krojony chleb tostowy Vogel’s (ok. 10 zł), świetne krakersy owsiane (ok. 10 zł), wyciskany sok pomarańczowy (ok. 17 zł), “kulki mocy” na bazie daktyli, które tutaj znajdziecie w wielu odmianach i niezłych cenach (ok. 10 zł), doskonałe smakowe hummusy Lisa’s, tutaj buraczany i pomidorowy (ok. 12 zł za opakowanie), masło orzechowe (ok. 10 zł) i czekolada z prażonymi migdałami (ok. 10 zł).

Nasze zakupy z FreshChoice

Do tego kupowaliśmy lokalne pomidory, awokado i kiwi – w marketach, przydrożnych sklepach z warzywami czy w tzw. honesty stalls, czyli samoobsługowych stoiskach przy drodze, gdzie wymienia się monety na siateczkę lokalnych owoców lub warzyw.

Ciekawostka dotycząca zakupów: jeśli kupujecie w sklepie alkohol, każda osoba stojąca przy kasie musi mieć ukończone 18 lat. Aby to udowodnić, potrzebujecie paszportów (polski dowód osobisty nie wystarczy). Zdarzyło nam się kupować jedną puszkę piwa obok wielu innych artykułów spożywczych i musieć się legitymować, choć od moich osiemnastych urodzin minęła już prawie dekada, a od osiemnastki M. prawie dwie.

Ninety Mile Beach

Co spakować do Nowej Zelandii?

Co warto ze sobą wziąć:

  • wygodne, sprawdzone buty – W Nowej Zelandii znajdziecie niezliczoną ilość dłuższych i krótszych bardzo malowniczych tras trekkingowych. Często trzeba kawałek przejść, żeby dotrzeć do głównej atrakcji.
  • kurtkę chroniącą przed deszczem i wiatrem – Warto mieć ją zawsze przy sobie, bo pogoda zmienia się błyskawicznie.
  • okulary przeciwsłoneczne – Słońce potrafi świecić tutaj naprawdę ostro i pomimo chłodniejszej pory roku okulary przeciwsłoneczne przydawały mi się praktycznie każdego dnia.
  • strój kąpielowy – Nawet jeśli tak jak my będziecie podróżować jesienią lub zimą. Pluskanie się w morzu raczej odpada, ale od czego są gorące źródła (najlepiej celować w ciemne kolory, mój biało-pomarańczowy strój po kąpieli w błotnistym źródełku już nigdy nie będzie taki sam).
  • przejściówkę i listwę elektryczną – Gniazdka w Nowej Zelandii (i Australii) są dość specyficzne. Bardzo możliwe, że nawet jeśli posiadacie przejściówki “na cały świat”, nie będziecie mieć tam pasującej opcji. Pierwszego wieczoru trochę nas to zaskoczyło i przyszło nam naładować komórkę od laptopa. Następnego dnia kupiliśmy już adapter w sklepie z elektroniką. Jeśli nie macie ochoty na latanie po sklepach zaraz po przyjeździe, poszukajcie odpowiedniej przejściówki w internecie. Dzięki listwie elektrycznej można podłączyć do prądu kilka urządzeń, kupując tylko jeden adapter (koszt jednej sztuki to ok. 40 złotych, a urządzeń do ładowania bywa sporo: telefony komórkowe, laptop, aparat, czytnik e-booków itd.).
  • latarkę – W Nowej Zelandii znajdziecie spore jaskinie i długie tunele (na przykład po zlikwidowanej kopalni złota), do zgłębienia których konieczna jest latarka. Od biedy nadadzą się te w komórce, ale jeśli posiadacie dobrą latarkę, warto ją ze sobą zabrać.

Waipapa

Co zobaczyć w Nowej Zelandii?

Na blogu pojawią się na ten temat dwa wpisy, jeden z najciekawszymi miejscami na wyspie północnej i jeden z tymi na wyspie południowej. Podlinkuję je tutaj, jak tylko powstaną.