Philips Lumea – depilacja światłem

24 października 2015

Znalazłyście już swoją idealną metodę depilacji? Ja zawsze miałam z tym problem – każdy sposób ma swoje minusy. Przy maszynce elektrycznej dokładna depilacja zajmuje okropnie dużo czasu, a starcza na jedynie 2-3 dni. Przy depilatorze pojawiał się u mnie ten problem, że po chwili moja skóra robiła się tak czerwona i obolała, że bolało nawet dotykanie jej palcem, a co dopiero dalsze wyrywanie włosków. Krem brzydko pachnie i jest niedokładny, a przy plastrach z woskiem w najlepszym razie udawało mi się wyrwać za jednym razem jakieś 10 procent włosków. Pasta cukrowa wydawała się obiecująca, ale zrezygnowałam, kiedy oklejone zostało wszystko dookoła, łącznie z pudełkiem z pastą, które to skleiło się na amen i nie mogłam już go po raz kolejny otworzyć. Przez lata używałam więc maszynki jednorazowej, licząc się z tym, że praktycznie następnego dnia trzeba będzie powtórzyć wszystko od nowa, a na dodatek moje łydki mogą nagle zastrajkować i zareagować okropnymi podrażnieniami, kiedy właśnie będę wybierać się na jakąś imprezę w krótkiej sukience. Dlatego, przeczytawszy całą masę pozytywnych opinii, postanowiłam dać szansę Philips Lumea, czyli depilacji światłem.

Philips Lumea wykorzystuje technologię Intense Pulsed Light (IPL), czyli intensywnego światła impulsowego. Od kilkunastu lat można poddawać się takim zabiegom w zakładach kosmetycznych, a teraz Philips Lumea umożliwia przeprowadzenie kuracji w zaciszu własnego domu. Technologia IPL powoduje silne zahamowanie odrastania włosów, a więc pozwala cieszyć się gładką skórą naprawdę długo (ale nie na zawsze). Dodatkowo, depilacja przy użyciu Philips Lumea jest zupełnie bezbolesna, w przeciwieństwie do depilacji laserowej, która jest zupełnie odrębną metodą – jeszcze skuteczniejszą, ale droższą i bardziej bolesną.

Jakie są wady? Przede wszystkim cena – w zależności od tego, jaki model kupimy (SC2004, SC2006 czy SC2008) ceny w sklepach z elektroniką wahają się od 1500 do 2000 zł. Polecam kupowanie na allegro – ja swój model kupiłam właśnie tam (nowy, oryginalnie zapakowany, z gwarancją i instrukcją), w cenie o kilkaset złotych niższej niż te obowiązujące w sklepach stacjonarnych. Podane wyżej modele różnią się dodanymi nakładkami do depilacji konkretnych części ciała. Ja wybrałam model SC2008, który poza standardową nakładką do większych obszarów ciała ma także nakładkę do twarzy i strefy bikini.

Drugą wadą jest fakt, że urządzenie nie jest przeznaczone dla wszystkich. Nie zadziała lub nie będzie bezpieczne dla osób o włosach w kolorze jasnego blondu, rudych lub białych czy siwych, a także dla osób o bardzo ciemnym kolorze skóry. Jest też cała lista innych przeciwskazań, jak na przykład przebyte nowotwory skóry, liczne znamiona atypowe, żylaki, zaburzenia krzepnięcia krwi, przyjmowane leki itp. Nie można też depilować miejsc skaleczonych lub niedawno opalanych. Z urządzenia mogą korzystać mężczyźni, ale nie jest ono przeznaczone do depilacji męskiego zarostu – z uwagi na inny rodzaj włosów, ich większą grubość i szorstkość.

Urządzenie posiada 5 poziomów intensywności światła. W skrócie – im jaśniejsza skóra i ciemniejsze włosy, tym wyższego trybu możemy użyć. Tak naprawdę jednak sami powinniśmy dobrać odpowiedni dla siebie poziom, używając najwyższego trybu, przy którym depilacja nie jest dla nas bolesna. U mnie to poziom 4 lub 5, u mojej siostry 2 lub 3 (ma trochę ciemniejszą karnację niż ja). Nie oznacza to jednak, że u mnie efekty są lepsze niż u niej.

Obawiałam się, że depilacja Philips Lumea będzie zajmować dużo czasu (miejsce naświetlane za jednym razem nie jest duże), ale nie jest źle. Czas depilacji zgadza się mniej więcej z tym podanym przez producenta: 8 minut na jedną łydkę, 14 minut na całą nogę, minuta na jedną pachę, 4 minuty na okolicę bikini.

W pierwszych dwóch miesiącach użytkowania powinno się używać urządzenia co dwa tygodnie, potem skóra powinna być już gładka, ale należy powtarzać zabieg co cztery do ośmiu tygodni, aby utrzymać efekty. Depilujemy ogoloną skórę (w przeciwnym razie włosy mogą się palić, co może prowadzić do brzydkiego zapachu i podrażnień). Dobrze jest ułatwić sobie dokładną depilację większych partii ciała (na przykład łydek), dzieląc je białą kredką do oczu na mniejsze fragmenty. Ciemniejsze kredki się nie nadają, ponieważ absorbują światło, co może prowadzić do podrażnień. Jasną kredką dobrze jest też pokryć wszystkie znamiona na skórze – inaczej absorbują zdecydowanie więcej światła niż jasna skóra dookoła, co jest dla nas od razu wyczuwalne.

Depilacja przy zachowaniu powyższych zasad jest rzeczywiście bezbolesna, a wydzielane światło nie uraża oczu. Urządzenie wyemituje wiązkę światła tylko wtedy, jeżeli cała nakładka będzie przylegać do skóry (wtedy zapala się zielone światło i możemy nacisnąć przycisk). Na początku jest dość trudno wyczuć, jak powinniśmy ustawić depilator, żeby w każdym miejscu przylegał do skóry (szczególnie w miejscach problematycznych, jak na przykład okolica wokół kostki), ale z każdym następnym razem idzie to sprawniej. Najlepiej pamiętać, że urządzenie powinno być przystawione do skóry pod kątem 90 stopni.

Depilację można wykonywać zarówno układając nasadkę poziomo, jak i pionowo. Kolejne błyski można wywoływać na dwa sposoby: 1) można układać maszynkę co chwilę w nowym miejscu i po pokazaniu się zielonego światła naciskać przycisk, aby uwolnić błysk lub 2) można cały czas trzymać przycisk włączony i przesuwać głowicę urządzenia po skórze – wtedy uwalniany będzie jeden błysk za drugim, oczywiście pod warunkiem, że przez cały czas cała nasadka będzie przylegać do skóry. Ja na razie ograniczam się do pierwszej metody.

Czy efekty są takie, jak obiecuje producent? U mnie nie do końca, używam urządzenia od około dwóch miesięcy co około dwa tygodnie i według obietnic moja skóra powinna być już gładka. Trochę włosów jeszcze odrasta, ALE jest ich zdecydowanie mniej i z każdą kolejną sesją widzę teraz poprawę. Na pewno nie należy nastawiać się na szybkie rezultaty – po pierwszej czy drugiej sesji nie ma ich jeszcze prawie wcale, na dodatek tak czy inaczej włoski wypadają dopiero po tygodniu czy dwóch od wykonania depilacji.

Aktualnie najlepsze efekty widzę na łydkach, wyglądają już naprawdę nieźle i nie muszę ich co chwilę golić. Łydki są też jedyną częścią ciała, na której zauważyłam skutki uboczne. W dzień po trzeciej depilacji moje nogi pokryły się okropnie swędzącymi czerwonymi plamami. Szybko zauważyłam, że każda czerwona plama to wrośnięty włosek (wrosły na pewno sporo wcześniej, ale goląc nogi maszynką jednorazową nie bardzo to zauważałam). Osobom z tym problemem radziłabym się zastanowić nad depilacją światłem. Teraz jest trochę lepiej, plamy się pojawiają, ale mniejsze, natomiast nadal swędzą i na drugi i trzeci dzień po depilacji mogłabym się zadrapać. Nie pomaga fakt, że przed i po depilacji nie powinno używać się żadnych balsamów. Zauważyłam jednak, że wrośnięte włoski dokuczają mi dużo bardziej, kiedy przeprowadzę depilację na piątym poziomie intensywności światła, więc teraz przy łydkach ograniczam się do czwórki. W innych miejscach nie zauważyłam żadnych podrażnień, nie wystąpiły też żadne inne skutki uboczne.

Ja jestem zadowolona z zakupu – obok hybrydowego lakieru do paznokci, o którym niedługo napiszę, jest to kolejny sposób na to, by wyglądać i czuć się dobrze bez obowiązku myślenia o tym co chwilę. Jeśli ktoś tak jak ja nie odnalazł jeszcze idealnej dla siebie metody depilacji i może sobie pozwolić na Lumeę, to myślę, że jest to całkiem niezła opcja. Z przeczytanych informacji i z mojego dotychczasowego doświadczenia wynika, że jest to metoda bezpieczna dla zdrowia – ale nie zapomnijcie przeczytać instrukcji i trzymać się opisanych zaleceń. Ach, i nie zapominajcie naładować urządzenia przed użyciem – inaczej bateria zawsze wysiada gdzieś w połowie łydki, trzeba podłączyć depilator do prądu i dokończyć depilację następnego dnia, a to przedłuża okres swędzenia o całą dobę ;)