Przegląd kulturalny – odcinek trzeci / listopad i grudzień 2015

31 stycznia 2016

Witajcie po krótkiej przerwie na blogu. Przed Wami kolejny odcinek przeglądu kulturalnego, czyli krótkie recenzje książek i filmów, które ostatnio przeczytałam lub obejrzałam. Będzie o „Elementarzu stylu” Kasi Tusk, „Bogu, który nigdy nie mruga” Reginy Brett, nowym Bondzie, Gwiezdnych Wojnach i „50 twarzach Greya”!

Dzisiejszy odcinek obejmuje listopad i grudzień, czyli aż 11 książek i 16 filmów. Będzie co czytać, więc uzbrojcie się w kubek gorącej herbaty i trochę cierpliwości.

Gwiazdki pokazują, na ile punktów w dziesięciostopniowej skali oceniłam dany tytuł na lubimyczytac.pl lub filmweb.pl.

Książki:

Regina Brett „Bóg nigdy nie mruga. 50 lekcji na trudniejsze chwile w życiu” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Bestsellerowa książka motywacyjna w formie 50 krótkich felietonów, napisanych ciekawie i z humorem. Już sam życiorys autorki działa motywująco, bo prawdopodobnie wiedzie nam się w życiu lepiej – Regina Brett była molestowana seksualnie, samotnie wychowywała córkę i chorowała na raka piersi. Jeśli ona potrafi być szczęśliwa, to tym bardziej my powinniśmy. Jednym z filarów pogody wewnętrznej Reginy jest wiara katolicka i ten temat naturalnie poruszany jest w książce, według mnie jednak można w niej znaleźć także (a może przede wszystkim) uniwersalne rady i wartości. „Bóg nigdy nie mruga (…)” uczy między innymi poszukiwania szczęścia w tym, co już mamy, pogodzenia się z przeszłością czy nieprzejmowania się błahymi sprawami. Może to nic odkrywczego, ale mimo to może stać się katalizatorem małych zmian na lepsze.

Stephen King „Pokochała Toma Gordona” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Niezbyt obszerna powieść Stephena Kinga, w Polsce znana także pod tytułem „Dziewczyna, która kochała Toma Gordona”. Opowiada historię 9-letniej Trishy, która podczas spaceru z mamą i bratem gubi się w lesie, w głuszy Gór Białych. Próbując wrócić na szlak, podejmuje serię nietrafionych decyzji, coraz bardziej oddalając się od cywilizacji. Prawdę mówiąc, odnosiłam wrażenie, że pomimo młodego wieku Trisha daje sobie radę w kryzysowej sytuacji dużo lepiej niż dawałabym sobie ja – zapewne zginęłabym już pierwszej nocy. Radzi sobie na tyle dobrze, że do końca nie wiadomo, czy uda jej się wydostać z lasu, czy też nie. Nie jestem wielka fanką Kinga, ale ta pozycja całkiem przypadła mi do gustu.

Małgorzata Musierowicz „Feblik” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

21. tom „Jeżycjady”, znanego cyklu poznańskiej autorki, uwielbianego przez córki, mamy i babcie (nie podejrzewam panów o szczególny sentyment dla „Jeżycjady”, ale może się mylę?). Początkującym polecam cofnąć się do lat siedemdziesiątych i zacząć od „Szóstej klepki”, czyli pierwszej książki cyklu. Dla wielbicielek „Jeżycjady” „Feblik” powinien za to stać się pozycją obowiązkową, gdyż pozostaje w duchu najlepszych książek z serii i nie ustępuje im poczuciem humoru. Razi niestety i smuci umieszczona w książce dość perfidna reklama leku na serce. Nigdy wcześniej się z takim zjawiskiem w książce nie spotkałam i mam nadzieję, że jest to jednorazowy wybryk, a nie zapowiedź nowego trendu w literaturze.

Stephen King „Martwa strefa” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Historia młodego nauczyciela, który w wyniku groźnego wypadku zapada w śpiączkę. Po kilku latach budzi się i odkrywa u siebie niezwykły talent – potrafi przepowiadać przyszłość. Talent ten oczywiście niesie za sobą ogromną odpowiedzialność, a koniec końców staje się przekleństwem. Pomysł ciekawy, natomiast jak dla mnie książka była za długa i momentami po prostu nudna. Dodatkowo polskie tłumaczenie, na które trafiłam, było niestety poniżej krytyki, pełne błędów i rążących kalek językowych. Czasami tylko znajomość angielskiego pozwalała mi zrozumieć, co autor tłumaczenia miał na myśli.

Swoją drogą, zawsze przy pisaniu recenzji do przeglądu kulturalnego zastanawiam się, gdzie leży granica i jak wiele z fabuły mogę zdradzić, nie psując Wam zabawy z ewentualnej przyszłej lektury. Tym razem postanowiłam napisać o wypadku, śpiączce i przewidywaniu przeszłości, jako że wszystkiego tego można dowiedzieć się chociażby z opisu książki na Lubimy Czytać.

Katarzyna Tusk „Elementarz stylu” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Kasię Tusk podziwiam z dwóch powodów: po pierwsze prowadzi świetnego bloga, który zawsze trzyma poziom i zachwyca pięknymi, nastrojowymi zdjęciami, a po drugie zawsze wygląda dobrze, osiągając efekt niewymuszonej klasy i elegancji. Jej książka zebrała bardzo dużo pozytywnych recenzji i ja także, co najmniej częściowo, dołączam się do zachwytów. Może to nie jest pozycja, która odmieni nasze życie (najwięcej wyniosą z niej zapewne bardzo młode dziewczyny, które są na początku drogi do znalezienia własnego stylu), ale myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie. Ja zdałam sobie sprawę, że w mojej szafie brakuje całej masy bazowych elementów: granatowej marynarki, białej koszuli, skórzanych baletek, sweterka w marynarskie paski, karmelowego płaszcza czy oficerek. W wielu kwestiach zgadzam się z opinią Kasi całkowicie – chociażby w twierdzeniu, że minimalistyczny makijaż i krótkie paznokcie pomalowane na czerwono są bardziej eleganckie niż tipsy i pieczołowicie wymodelowana makijażem twarz czy w tym, że oprócz odpowiedniego ubioru ważna jest także umiejętność zachowania się w towarzystwie. Książka jest pięknie wydana i ilustrowana dużą liczbą zdjęć.

Kathy O’Beirne „Wstrząsające wyznania Kathy” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Wspomnienia autorki na temat własnego dzieciństwa i młodości. Kathy urodziła się w wielodzietnej rodzinie w Irlandii. Jako mała dziewczynka była bita i maltretowana przez własnego ojca, a także gwałcona przez chłopców z okolicy. Z powodu rzekomego złego zachowania została posłana do ośrodka wychowawczego sióstr magdalenek, gdzie wykorzystywano ją do ciężkiej pracy fizycznej oraz dalej wykorzystywano seksualnie. Kiedy poskarżyła się siostrze przełożonej, trafiła do szpitala psychiatrycznego, gdzie została poddana terapii elektrowstrząsami. Koszmar dzieciństwa i dorastania Kathy dobrze obrazuje fakt, że jednym z najlepiej wspominanych przez nią okresów był krótki pobyt w więzieniu.

Opisywana historia jest naprawdę szokująca, szczególnie biorąc pod uwagę, że Kathy O’Beirne była tylko jedną z wielu ofiar irlandzkich instytucji kościelnych i państwowych, a zakłady sióstr magdalenek istniały do lat 90. ubiegłego wieku. I choć autorka ciągle walczy z oskarżeniami o głoszenie nieprawdy, coraz głośniej mówi się o tym, że w zakładach sióstr magdalenek dochodziło do rażących nadużyć oraz psychicznego i fizycznego znęcania. Książka jest warta przeczytania, chociaż z pewnością nie jest to lektura łatwa i przyjemna.

S.K. Tremayne „Bliźnięta z lodu” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Brytyjska rodzina traci w wypadku córkę, jedną z bliźniaczek jednojajowych. Po kilku miesiąch osobliwe zachowanie drugiej dziewczynki sprawia, że rodzice zachodzą w głowę, czy prawidłowo ustalili tożsamość zmarłej. Można spierać się, czy przedstawiona historia jest wiarygodna, natomiast nie można chyba zaprzeczyć, że jest to całkiem niezły, wciągający thriller. Ode mnie dodatkowy plus za to, że duża część akcji dzieje się na szkockiej Wyspie Skye, którą niedawno miałam okazję odwiedzić.

Kate Atkinson „Kiedy nadejdą dobre wieści?” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Trzecia część serii kryminałów o prywatnym detektywie Jacksonie Brodym. Pierwsza, „Zagadki przeszłości”, rozpoczynała cykl naprawdę obiecująco. Druga z kolei, „Przysługa”, była już moim zdaniem sporo gorsza. Trzecia, „Kiedy nadejdą dobre wieści”, spodobała mi się za to ogromnie. Myślę, że spokojnie można przeczytać ją jako odrębną książkę, gdyż z poprzednimi łączy ją tylko osoba głównego bohatera i kilku bliskich mu osób. W powieści przeplata się kilka różnych wątków kryminalnych, a całość napisana jest dobrze i z humorem.

Tess Gerritsen „Czarna loteria” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️, „Telefon o północy” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️, „Dawca” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Te trzy tytuły postanowiłam opisać razem, bo są do siebie naprawdę podobne. Każdy z nich to łatwy w odbiorze thriller, wzbogacony dość rozbudowanym wątkiem romantycznym. Nie są to pozycje szczególnie ambitne, ale za to wciągające, a to według mnie spory atut dla każdej książki. O siódmej rano w drodze do pracy zamiast po powieść, która mnie nie wciągnęła, sięgnę raczej po komórkę i zmarnuję ten czas na przeglądaniu facebooka. „Czarna loteria” i „Dawca” to thrillery medyczne, z których znana jest Tess Gerritsen – pierwszy porusza temat błędów lekarskich, a drugi dawstwa narządów. Te oceniam nieco wyżej niż „Telefon o północy” i być może sięgnę po kolejne z tego gatunku.

Filmy:

Phillip Noyce „Kolekcjoner kości” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Ekranizacja pierwszej części z serii thrillerów Jeffery’ego Deavera, której bohaterami są sparaliżowany kryminalistyk Lincoln Rhyme i policjantka Amelia Sachs. Jako osoba, która przeczytała wszystkie wydane książki z serii, byłam lekko zawiedziona rozmaitymi rozbieżnościami pomiędzy powieściami a filmem – na przykład tym, że wygląd aktorów odgrywających główne role nie bardzo pokrywał się z tym, co zostało opisane w książkach. Poza tym jest to film poprawny, choć bardzo amerykański. Atmosferą przypomina wiele innych pozycji, które powstały w USA na przełomie wieków.

David Robert Mitchell „Coś za mną chodzi” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Horror, który budzi w odbiorcach bardzo skrajne emocje. Wysoko oceniany przez krytyków, na filmwebie ma średnią na poziomie jedynie 5,5/10. Wśród moich znajomych mam zarówno osoby, które oceniły go na 8, jak i takie, które oceniły go na 1. Prawdę mowiąc, tych drugich zupełnie nie rozumiem. Film jest całkiem niezły i doprawdy nie wiem, jak można ocenić go tak nisko. Jest umiarkowanie straszny, ale niegłupi, prowokujący do dyskusji. Opowiada o tajemniczej klątwie, która przenosi się drogą płciową wśród amerykańskich nastolatków.

Debra Granik „Do szpiku kości” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Tytuł z 2010 roku, nominowany między innymi do Oscarów i Złotych Globów. Opowiada o 17-letniej dziewczynie z amerykańskiej prowincji, która musi odnaleźć ojca-przestępcę, aby jej młodszy brat i chora psychicznie matka nie trafili na bruk. Film jest bezsprzecznie dobry, a jego mocnym (jeśli nie najmocniejszym) punktem jest świetna Jennifer Lawrence, grająca główną rolę. Ja jednak nie potafiłam do końca wczuć się w przedstawioną sytuację, dlatego nie oceniłam filmu wyżej niż na 6 gwiazdek.

Sam Mendes „Spectre” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Najnowszy film o Agencie 007. Z filmami o Bondzie zetknęłam się bardzo późno – moim pierwszym był „Skyfall”. Całkiem mi się spodobało, więc cofnęłam się do innych pozycji z Danielem Cragiem, a potem poszłam dalej, do czasów Pierce’a Brosnana. I to chyba był błąd. W przeciwieństwie do najnowszych filmów, które zachowują chociaż namiastkę realizmu, „GoldenEye” wydało mi się po prostu głupie – dużo brawury, naiwnych panienek, odrealnionych wyścigów samochodowych i bijatyk. „Spectre” jest według mnie ukłonem właśnie w stronę tych starszych Bondów, co nie do końca mi odpowiada.

John Maclean „Slow west” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Nietypowy western, którego akcja dzieje się pod koniec XIX wieku. Młody Brytyjczyk przemierza Amerykę w poszukiwaniu ukochanej. Film ma świetny klimat, zdjęcia i zakończenie. Do tego przystojny Michael Fassbender – polecam!

Xavier Dolan „Mama” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Po „Wyśnionych miłościach” kolejny film młodego kanadyjskiego reżysera, który zachwyca wszystkich dookoła, ale mnie niekoniecznie. Pokazuje trudną relację matki ze sprawiającym kłopoty nastoletnim synem. Jak dla mnie główny bohater był niesłychanie irytujący, a sam film zdecydowanie za długi. Gdyby zamiast 160 minut miał 90, zapewne patrzyłabym na niego łaskawszym okiem. W obecnej wersji jest dość nudny i męczący – i jest to opinia nie tylko moja, ale też trzech innych osób, z którymi wybrałam się do kina.

Kunio Katô „Dom z małych kostek” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Japońska krótkometrażowka. Trwa 12 minut, więc poprostu obejrzyjcie ją sami. Myślę, że warto. Nie trzeba znać języków obcych. Dodatkowo, filmik ma świetną ścieżkę dźwiękową i doskonale sprawdzi się włączony w tle dla samej muzyki.

Sam Taylor-Johnson „Pięćdziesiąt twarzy Greya” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Dopiero po obejrzeniu uświadomiłam sobie, że będę musiała umieścić ten tytuł na liście przeglądu kulturalnego :) „Pięćdziesiąt twarzy Greya” stało się w świadomości zbiorowej czołowym przedstawicielem najgorszego gatunku filmów i powieści. Na filmwebie ekranizacja ma aktualnie średnią 4,7, czyli naprawdę niską. Postrzegam to jednak jako jechanie na fali zbiorowego hejtu, bo naprawdę, film nie jest tak zły, żeby zasłużyć na te wszystkie jedynki i dwójki wśród ocen moich znajomych. Jest naiwny – ale czy ktoś spodziewał się po nim wybitnego dzieła niezależnej kinematografii? Nie jest niesmaczny i przyjemnie się go ogląda (i mam tu na myśli zarówno cały film, jak i odtwórcę głównej roli męskiej).

John Maybury „Obłęd” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Keira Knightley i Adrien Brody w filmie, który opowiada o niesłusznie oskarżonym o zabójstwo żołnierzu, poddanemu eksperymentalnemu leczeniu, w wyniku którego zaczyna odbywać podróże w czasie. Według mnie całkiem niezła pozycja.

Richard Glatzer, Wash Westmoreland „Motyl Still Alice” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Głośny film minionego roku, za rolę w którym Julianne Moore otrzymała Oscara dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Opowiada o pięćdziesięcioletniej Alice Howland, wykładowczyni uniwersyteckiej, która odkrywa u siebie chorobę Alzheimera. Według mnie pozycja dobra i ważna, pokazująca realia walki z chorobą i to, jak szybko możemy stracić wszystko, co mamy. Przywodziła mi trochę na myśl „Miłość” Michaela Haneke.

Hayao Miyazaki „Szkarłatny pilot” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Jedna z wielu japońskich kreskówek wyreżyserowanych przez Hayao Miyazakiego i zrealizowanych przez Studio Ghibli – twórców takich perełek jak „Ruchomy zamek Hauru”, „Spirited Away” czy „Mój sąsiad Totoro”. Opowiada o pilocie zamienionym w świnię, który walczy z piratami (tak, nie żartuję). Nie jest źle, choć moim zdaniem jest to jeden ze słabszych tytułów Studia Ghibli.

Nikolay Renard, Yelena Renard „Mama” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Dosyć specyficzna produkcja rosyjska sprzed kilku lat, przedstawiająca relację matki i chorego dorosłego syna. Film jest niemalże niemy i pełen bardzo długich scen, które żądnym akcji widzom mogą się po prostu znudzić. Nie wiemy nic o tym, co doprowadziło bohaterów do miejsca, w którym są teraz, nie wiemy też do końca, jaka (i czy) czeka ich przyszłość. Film nakręcony jest na podstawie prawdziwej historii znajomych reżyserskiej pary, znajomość której to historii pozwala na o wiele głębsze zrozumienie dzieła. Poprzez minimum dostarczanych widzowi bodźców, film pozostawia spore pole dla własnej interpretacji i refleksji. Na pewno nie każdemu się spodoba, ale ja wspominam go całkiem pozytywnie.

Lee Toland Krieger „Wiek Adaline” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Młoda kobieta przestaje się starzeć. Co kilka lat zmienia otoczenie, żeby nikt nie domyślił się prawdy. Porzuca osoby, które zaczynają dla niej coś znaczyć. Wszystko to składa się na historię jakby znajomą („Zmierzch?”). Niektórzy twierdzą, że film jest nudny, mnie natomiast całkiem się podobał. Polecam tym, którzy nie mają alergii na melodramaty.

Seth Gordon „Cztery Gwiazdki” ⭐️⭐️⭐️⭐️

Grzech, który popełniłam w okresie świątecznym, wcale nie mniejszy od zjedzenia zbyt dużej liczby pierniczków. Miałam ochotę popławić się trochę w świątecznej atmosferze, chciałam też obejrzeć coś lekkiego, żeby nieco odpocząć – miałam właśnie dużo pracy w pracy. Patrzyłam więc na Reese Witherspoon i Vince’a Vaughna, grających parę, która w Wigilię musi uczestniczyć w aż czterech przyjęciach, żeby spędzić czas z każdym ze swoich rozwiedzionych rodziców. Było kilka scen śmiesznych i kilka dość żenująco wręcz głupich. Film dostał ode mnie, nomen omen, cztery gwiazdki.

Chazz Palminteri „Czekając na cud” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Kolejny ze świątecznych filmów (nie zamierzałam się tak łatwo poddać), po angielsku znany pod tytułem „Noel”. Dramat, opowiadający historię kilku różnych osób podczas Świąt Bożego Narodzenia. Nie znajdziemy w nim radosnej świątecznej atmosfery  – jest za to samotność, choroba, zdrada i śmierć, co czyni go lekko przygnębiającym.

J.J. Abrams „Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy” ⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️

Nie jestem wielką fanką Gwiezdnych Wojen. Kiedyś za namową M. obejrzałam starą trylogię, nowej nie widziałam do tej pory. Niektórzy zarzucają nowej części wtórność scenariusza, ale ja wyszłam z kina zadowolona – film zdecydowanie pozostaje w klimacie części IV-VI, a do tego po prostu przyjemnie się go ogląda. Tych, którzy nie boją się spoilerów, zapraszam na obszerniejszą recenzję u Riennahery.

Uff, dobrnęliśmy do końca! Jeśli czytaliście lub oglądaliście coś z powyższej listy, chętnie poznam Waszą opinię. Poprzednie odcinki przeglądu kulturalnego znajdziecie tutaj i tutaj.

  • Jak zwykle świetnie napisane i bardzo przydatne recenzje. Elementarz stylu Kasi Tusk już mi polecałaś i wkrótce zamierzam po niego sięgnąć. W Spectre szczególnie podobały mi się pierwsze sceny filmu – na święcie zmarłych w Meksyku. Towarzyszy im świetna muzyka, która trzyma poziom przez cały film. Jestem ciekawa, czy Ty też tak to odebralaś. ?

  • oregano

    Bardzo ładnie piszesz, spokojnie mogłabyś prowadzić rubrykę w jakimś magazynie kulturalnym. Po tym jak dobierasz słowa widać, że sporo czytasz. :) Z filmów, które opisujesz, widziałam niestety tylko Obłęd i Gwiezdne Wojny, koniecznie natomiast muszę nadrobić Dolana, Mizayakiego, Still Alice i Dom z małych kostek. Zainteresowałaś mnie książkami Tess Gerritsem oraz filmami Slow West i Mama (ten rosyjski). Zaniepokoiło mnie kiepskie tłumaczenie Kinga i lokowanie produktu w Febliku. Podejrzewam, że było nachalne, nie to, co Billy’s Pan Pizza w Millennium. ;)

  • CeciliaLind

    Bardzo dziękuję za miłe słowa! Takie komentarze motywują najbardziej :) Reklamie z „Feblika” niestety daleko do subtelnego lokowania produktu, bardziej niż Billy’s Pan Pizza przywodzi na myśl Smalczyk roślinny z Klanu (do znalezienia na youtube)… Poniżej cytuję fragment Feblika dla własnej oceny:

    – […] Daj rączkę, Milu. Popatrz, poezja nas połączyła. […]
    – Rączka za moment. Proszę bardzo, teraz połówka tej malutkiej [tutaj następuje nazwa istniejącego leku, której dalej promować nie będę]. Popij.
    – Tę lubię ze względu na nazwę. No i za to, że w całości składa się na kształt serca.
    – A ja ci daję jego połowę, tak, tak. Mówisz to co wieczór.

  • CeciliaLind

    Dziękuję! Prawdę mówiąc nie pamiętałam muzyki, która towarzyszyła scenie z Meksyku, ale teraz włączyłam i rzeczywiście, jest niezła, bardzo elektryzująca i z ładnie wkomponowanym motywem przewodnim Bonda :)

  • No, nazbierało Ci się tego trochę :) Reginy Brett książki znam i bardzo lubię, co do filmów, ja właśnie lubię tego absurdalnego, abstrakcyjnego starego Bonda :) Co do 50 twarzy Greya, moim zdaniem autorka miała świetny PR, bo ogólnie jest to bardzo marna książka w moim odczuciu, więc faktycznie trudno spodziewać się czegoś więcej po filmie :) Za to super, że mam dzięki Tobie kolejny rosyjski film do oglądnięcia :)

  • CeciliaLind

    Polecam się na przyszłość! ;) „Grey” to fenomen na miarę „Zmierzchu”, tu chyba chodzi nie tylko o PR, ale też o to, że główne bohaterki trafiają do rzeczywistości pod wieloma względami idealnej. Można popławić się w ich perfekcyjnym świecie.

  • oregano

    Wyszło rzeczywiście topornie, można zrobić w książce udane (niezauważalne) lokowanie produktu, jeśli dany produkt jest kultowy – jak Coca Cola (gdyby główny bohater pił Coca Colę, nikomu chyba nie przyszłoby do głowy, że to nie część kreacji? ;)) Ostatnio w 1Q84 Murakamiego narrator opisywał, jak to bohater kupował word processor Fujitsu – i nie wiem, czy to lokowanie, czy po prostu część opisu świata przedstawionego. Nigdy nie zadziała to w wypadku leku, chyba że użyje się nazwy substancji czynnej – przykład: Linda jak zwykle zaczęła dzień od potrójnej dawki paracetamolu. I już wiadomo, że Linda to lekomanka, ale ten ‚paracetamol’ nie uwiera. ;)

  • Ja też nie mam nic przeciwko reklamie i lokowaniu produktów jako takim, sama zresztą wielokrotnie się na nie łapię (i czasem nawet nie żałuję ;)). Ale tak jak piszesz, można to zrobić o wiele subtelniej. Takie nachalne działanie raczej zniechęca od zakupu.

  • Pacjentka

    bardzo fajny przegląd,przyjemnie się czyta,zachęciłaś mnie do kilku książek! ze swojej strony chciałabym polecić Ci książkę „Motyl”,jest o niebo lepsza niż film. jako że mam w swojej rodzinie kogoś zmagającego się z tą chorobą,książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie i przyznam szczerze,że od czasu jej przeczytania,patrzę na ten problem z zupełnie innej perspektywy.

  • Bardzo dziękuję za miłe słowa! A „Motyl” trafił na listę książek do przeczytania :)